Jesień w tym roku nas rozpieszcza. Temperatury na plusie, złote liście i deszczu tyle co kot napłakał. Ale nie dajcie się zwieść. Winter is coming! Listopad rozkręca się na dobre. Czas zatem najwyższy na kalendarze adwentowe.
Tradycja kalendarzy wywodzi się z dziewiętnastowiecznych Niemiec. Począwszy od pierwszego grudnia za pomocą kalendarza adwentowego odliczamy dni, który pozostały do Bożego Narodzenia. Oczekiwanie osładzać mają drobne upominki, przekąski czy też wesołe zadania dla całej rodziny schowane w kalendarzu (specjalnym organizerze, woreczkach, numerowanych skarpetach itp). Dzieciaki wprost uwielbiają ten rytuał. Kalendarz adwentowy nie tylko rozchmurza krótkie, grudniowe dni, ale i nie raz pomaga rodzicom w osiągnięciu pedagogicznych sukcesów (motywuje do grzecznego zachowania! ;-) ). No i do tego zdobi pokój i podkręca świąteczną atmosferę!
W sieci znajdziecie wiele pomysłów na świetne kalendarze adwentowe DIY. Można je zrobić z papierowych torebek, można uszyć na maszynie. Jeśli macie trochę czasu – zaręczam warto. Miny i wspomnienia Waszych pociech – bezcenne. Ja w tym roku skorzystam z gotowego rozwiązania. Jeśli jesteście mocno zajętymi rodzicami wybierzcie jeden z kalendarzy adwentowych dostępnych na rynku. A jest w czym wybierać. Fajne organizery, woreczki i pudełka z szufladkami widziałam w H&M HOME, Tchibo i ZARA HOME. Kalendarz z Ferm Living to dla mnie mistrz! Pomysł z wiaderkami z ZARA HOME można skopiować w domu (to kalendarz z zeszłorocznej oferty i nie jestem pewna czy będzie on do kupienia także w tym roku). A co wkładamy do środka kalendarza adwentowego? Drobiazgi, których gromadzenie warto zacząć odpowiednio wcześniej. Dzieci ucieszą się z resoraka, mini figurki, kauczukowej piłeczki, jaja z niespodzianką czy lizaka.

No to co? Czekamy na Święta?